

Archive for Kwiecień 12th, 2009
Fan-n
Author: admin
read comments (0)fan
Author: admin
Znacie to krepujace
Author: admin
Znacie to krepujace uczucie, kiedy staracie sie ze wszystkich sil, by wasza cera zachowala swoj zwyczajny, codzienny kolor… by na jej blado - zmeczona powierzchnie nie wyplynely najmniejsze oznaki glebszych emocji? I mimo ze skupiacie cala sile woli na tym, by wasza twarz pozostala obojetnie kremowa, czujecie jak podstepny czerwony plomien pochlania wasz spokoj i opanowanie:) Powoli lecz systematycznie zalewa krwistym rozem ostatnie bastiony neutralnej bieli… od dolnych partii policzkow, po same koniuszki uszu:) I jeszcze to nieprzyjemne wrazenie, ze na rozgrzanych policzkach daloby sie usmazyc jajko sadzone, zas czerwien twarzy przykuwa wzrok calego swiata niczym swiecacy sie w ciemnosci nos jednego z reniferow sw. Mikolaja:) Jesli znacie to uczucie, wiecie juz co dzieje sie z moja twarza, gdy w zasiegu mojego wzroku pojawia sie… sratatata (fanfary) Pan Dread!:) (Jego pelne imie brzmi oczywiscie Pan A - Ja - Mam - Dready - A - Wy - Nie - I - W -Ogole - Jestem - Bardziej - Zajebisty - Od - Was - Wy - Maluczkie - Przychlasty - I - W - Ogole - Chuj - Wam - Wszytskim - W - Dupska… ale Pan Dread szybciej sie wymawia:)) Tylko czemu wlasciwie sie rumienie? Przeciez nawet go nie lubie… albo wrecz bardzo go nie lubie:) Ale z jakiegos tajemniczego powodu jego ponura sylwetka zwienczona stogiem czarnych dreadow nie tylko mnie przeraza, ale tez zmusza policzki do gwaltownego czerwienienia sie. Z kazdym dniem odczuwam coraz wiekszy niepokoj, kiedy czuje na sobie mrrrrroczne spojrzenie jego malych wrednych oczek (te oczka to chyba jedyna cecha jego anatomii, ktora mi sie nie podoba:)) Doswiadczam bardzo dziwnego uczucia, gdy stoi za mna i bez skrepowania zaglada mi przez ramie na sztaluge… albo gdy wychodzi tuz po mnie z pracowni… albo gdy przyglada mi sie z enigmatycznym usmiechem, kiedy wydaje mu sie, ze tego nie widze… Tylko o co tu tak wlasciwie chodzi? Co tu sie tak naprawde dzieje? Czy Pan Dread faktycznie mnie przesladuje, czy to tylko moja kolejna mala paranoja?? I czy powinnam zaczac stosowac puder, aby zatuszowac ewentalny rumieniec???:)
Taaak… znakow zapytania tyle, ile dreadow na glowie…:) A mysli rownie czarne i rownie poskrecane:)
Martwi Za Zycia.
Author: admin
Martwi Za Zycia. Prawdziwa plaga ostatnich tysiacleci. Mimo ze przez wieki ich forma ulegala stopniowej zmianie, mentalnosc pozostala taka sama. Wspolczesni przedstawiciele tego podgatunku Homo psychicznie zakorzenieni sa jeszcze we wczesnym sredniowieczu. Na szczescie ich swiadomosc na tyle oddalila sie od fundamentalnych instynktow, ze bez wiekszych trudnosci moga poslugiwac sie takimi nowinkami technologicznymi, jak pilot do telewizora czy kuchenka mikrofalowa. Dosc latwo rozpoznac ich w tlumie, zwlaszcza ze stanowia jego zdecydowana wiekszosc - zawsze mozna strzelic (najlepiej z bazooki). Tylko oni potrafia zaklepac sobie miejsce lezace wsrod zmarlych i zostawic pusta przestrzen na date, ktorej jeszcze nie znaja. Lekture porannej gazety najchetniej zaczynaja od nekrologu, by sprawdzic czy napewno nie ominal ich jakis pogrzeb… zupelnie jak piatkowa impreza. Nie mozna im jednak zarzucic, ze o siebie nie dbaja. W koncu zywia sie kielkami, ciemnym chlebem oraz kotletami sojowymi a la schabowe (a kiedy nikt nie patrzy podjadaja w KFC, zeby zupelnie nie ocipiec). W tv-markecie nabywaja “inteligentne” klapki, ktore maja uchronic swych wlascicieli przed wypadaniem platka zastawki serca. Zas na swoje pofaldowane od cellulitis posladki naklejaja magiczne plastry opatrunkowe, majace uratowac cialo przed smiercionosnymi walkami tluszczu. Unikaja snu, bo Hypnos jest podobno bliznim bratem Tanatosa. Dlatego zrywaja sie o swicie, by uprawiac jogging pod oknami niemodnych sasiadow. Mysla, ze im szybciej biegna, tym dluzej zajmie smierci by ich dogonic. Oj tak, ich pomyslowosc nie zna granic, mimo ze zawartosc mozgoczaszki jest u nich rownie nieswieza jak u nieboszczykow. Przegnile neurony skoncentrowane na obsesyjnej ucieczce przed smiercia sprawiaja, ze ich posiadacze sa martwi jeszcze na dlugo przed zasypaniem wieka trumny i laza wsrod nas, zywych, niczym malo wyszukana metafora konca swiata.
To tyle refleksji na temat nadchodzacego Swieta Zmarlych…
…Ale dlaczego “Swieto”??? Przeciez zmarli nie sa zbyt imprezowym towarzystwem.
Przyjemna senna cisza.
Author: admin
Przyjemna senna cisza. Rozleniwia zmysly. Bezglosnie obejmuje cialo i umysl szczesciem. Delikatnie. Z czuloscia… Dobrze uciec na chwile w drobne przyjemnosci. Opatulic sie nimi jak miekkim kocykiem. Sa wazne. Doznania, ktore tworza iluzje bezpieczenstwa. Iluzje domu… w domu… Z miodowego kubeczka popijam gorzka herbate. Cieplutka para muska policzki niewidzialnymi palcami. Przyjemnie. I lepka pomadka… pysznie pachnie. Malibu z mlekiem. Perlowe usta czekaja… ale nie ma nikogo. Tylko ja. W moim azylu na poddaszu. Odgrodzona od swiata mleczna mgla, bialym niebem… Pudelko w pudelku. W biale dni slonce nie wschodzi… bo to noc pozbawiona czerni. Pozostaje jedynie bursztynowe swiatlo lampy… Wypelnia moje przezroczyste dlonie kolorem ciepla. Wokol porozrzucane kartki, niedokonczone prace… moja radosc, moj smutek, gniew, strach… Moja dusza zastygla w papierze… Czegos brakuje. Moze kota na moich kolanach. Zielonookiego, czarnego jak smola, mruczacego piecyka. Bo tam gdzie jest kot, jest i magia. A ja potrzebuje magii… Takiej, ktorej nie mozna zastapic poduszka.
Juz nie wystarczy byc.
Author: admin
Juz nie wystarczy byc. To za malo. Czy nie masz nic wiecej? Oczekujesz… chcesz… pragniesz. Potrzebujesz wiele… o wiele za duzo. Wiecej niz masz ty sam… wiecej niz mozesz dac. Wiec czemu tyle bierzesz? Nieuleczalny brak wyczucia. Nigdy ich nie zrozumiesz, a one nie rozumieja siebie… Tak, siebie. Ciebie rozumieja az za dobrze. Wiedza czego chcesz. Czuja dotyk, spojrzenie… nim dotkniesz, nim spojrzysz. Widza kazdy gest twej duszy, kazdy grymas serca. Nie wiesz, ze sa jak konie? Nerwowe. Plochliwe. I troche szalone. Lubia biec przed siebie, by poczuc, ze zyja… ze ich serce bije naprawde. Pachna deszczem… deszczem, przed ktorym ty chowasz sie miedzy szare kamienice. Najwiecej mowia, gdy sadzisz, ze milcza upracie. Nie umiesz sluchac… nie slyszysz ciszy. Tylko patrzysz bezmyslnie. Wiesz, ze w ich oczach odbija sie Wszechswiat… ale dla ciebie to tylko odbicie. Takie nic… Patrz wiec dalej. Ale nie dotykaj. Bo zepsujesz… wszystko zepsujesz.
Jestem zajeta.
Author: admin
Jestem zajeta. Bardzo. Zajeta. Robie duzo Waznych Rzeczy. Waznych dla mnie. Was moglyby nie zainteresowac. A moze ja nie umialabym opowiedziec. Nie wszystko da sie ogarnac slowami. Mysli sa bardziej gietkie niz jezyk. Omijaja drobne rysy na powierzchni duszy. Ale i tak wpadaja w wieksze pekniecia. Tak wylegaja sie pytania. Takie male, wredne, skrzypiace. “Czy to pajeczyny trzymaja sie scian, czy sciany pajeczyn?”. Nieodparty urok szczotki ryzowej. Ma sie ochote wyszorowac nia wnetrze wlasnej czaszki. Tak, mam Zajety Umysl. I pudelko pelne ptakow. Takich, ktore czekaja. Kiedys rozprostuja brudne, posklejane skrzydla. Moze odleca. Wszystkie. I nie bede musiala ich wszedzie nosic. W tym malym pudelku. Nie beda mnie meczyc. Dreczyc. Dusic. Sie. Niech leca. Marzenia nie sa sterylnie czyste. Bo po co.
Chce poczuc dotyk weza na nagim ciele. Musi byc cudowny.
Ostatnio bardzo ich potrzebuje.
Author: admin
Ostatnio bardzo ich potrzebuje. Moich malych wieczornych wypraw wglab cichych osiedli Ursynowa. Niespiesznych spacerow wsrod smutnych, deszczowych blokow. Czemu? Bo kazda Kraina Dziecinstwa podlega nieuchronnemu procesowi idealizacji. A moje wspomnienia nadal mieszkaja wsrod brudnych, aczkolwiek wybielonych nostalgia blokowisk. Wciaz odnajduje droge w labiryncie monumentalnych scian. Moja sylwetka jakos dziwnie pasuje… Jakbym nigdy z niego nie wyszla, jakbym zawsze byla czastka szarosci… A moze szarosc zawsze bedzie czastka mnie, mojego wewnetrznego krajobrazu… Nigdy nie spaceruje z chlipiaca, usmarkana tesknota. Zostawiam ja w domu. I ide sama szlakiem waskich chodniczkow migoczacych wilgocia, latarn, ktore nie rozpraszaja mroku. Szlakiem beztroskich przezyc. Miedzy plytowcami powbijanymi w jesienne chmury - napeczniale od deszczu, odbijace rude swiatla miasta. Coraz dalej. Wglab mojej Szarej Krainy Szczesliwosci.
Cztery to liczba magiczna.
Author: admin
Cztery to liczba magiczna. Cztery zywioly. Cztery pory roku. Strony swiata. Humory… A nas bylo Czworo. O czwartej nad ranem. Cztery osobowosci. Cztery temperamenty. Dwie z czterech figury. Dwie z czterech… Teraz wiem. Dzien jest tylko negatywem nocy. I wiem to na zawsze. Wiemy to razem. Razem bieglismy pod bialym niebem. Przez biale krzewy. Brnelismy w fioletowym sniegu. Zdala od swiatel miasta. Tyle widac w bezksiezycowe mleczne noce… Zagluszylismy cisze snieznych bezdrozy, by posrodku bialego nigdzie polozyc sie w objeciach. By poczuc uklucie zimna. Cieply oddech na policzkach, wargach… Poczuc noc. Czterema zmyslami…. Wiatr jest podobno moim zywiolem. A jakie sa trzy pozostale? Czarne roze ukryte pod bialym sniegiem. Zaskoczone we snie. Makabryczne odkrycie. Czworo wypedzonych z dziecinstwa…



































